Tag

podróże

Przeglądanie

Jestem totalnie zakochana w podróżach. Nie można tego inaczej nazwać. Wszystko na świecie mówi, że nie możemy wyjechać na większe wakacje w tym roku. Wszystko jest przeciwne. Rozum wyraźnie mówi „nie”. Ale serce nie daje spokoju… Jest 2 w nocy, a ja siedzę przed komputerem i myślę jak wyleczyć się z tej miłości.

Śrem – małe miasteczko pod Poznaniem. Niby nic takiego. Gdybym nie mieszkała tam moja „siska” ze studiów (tak na siebie mówimy – to oficjalne określenie ;)) pewnie nigdy bym się tam nie pojawiła. Jeden dzień, a nawet kilka godzina wystarczyło, bym zdecydowała się napisać post na temat tego miejsca! Przeczytajcie i zobaczcie dlaczego warto się tam zjawić.

Muszę wymyślić sobie nowe marzenie. Od paru lat miałam takie jedno bardzo proste do spełnienia, ale nie wiedzieć czemu nadal pozostawało w sferze marzeń. Nadchodził długi weekend, a mój mąż cieszył się świeżutkim prawem jazdy. Cóż więc mogło stać się innego? Jakiś wyjazd krążył nam po głowie już dość długo. Ale takiego zakończenia się nie spodziewałam! Podśmiechiwaliśmy się tylko lekko, że zajedziemy aż tam. A tu proszę… 😉

Wszystko zaczęło się niecałe 4 lata temu, gdy poznałam mojego męża. Uzależniłam się. Moim ulubionym zajęciem jest wyszukiwanie i wymyślanie różnorakich wycieczek i wyjazdów. Robi się to nieco problematyczne, bo jednak nasze fundusze są (nawet dość mocno) ograniczone a i czasu wolnego nie mamy w nadmiarze. Potrzebny mi odwyk. Najlepiej gdzieś w ciepłych krajach ;).

Długi weekend skończony. Odpoczęliście? Niezależnie od tego jakie mieliście plany i czym się zajmowaliście. Wolne dni są po to, by odpocząć i zrelaksować się. Nawet jeśli praca jest pasją, to od niej też potrzebny jest odpoczynek. Takie wyłączenie myślenia na chwilę. Uważam nawet, że podstawą pracy jest odpoczynek! 😉 Trochę żartobliwie, oczywiście, ale bez chwili relaksu nie będziemy pracować sukcesywnie. Zastanów się kiedy ostatni raz odpoczywałeś/odpoczywałaś? Może czas wyrobić sobie nawyk odpoczywania? 

Trochę długo trwało „jutro”, o którym wspominałam na końcu pierwszego postu z relacją z podróży. Niestety zakup zasilacza do laptopa okazał się dużym wyzwaniem. Do dziś nie udało mi się tego dokonać. Podejmowaliśmy kilka prób, ale niestety żadna końcówka nie pasowała. Teoretycznie jutro kurier ma przynieść mi pasującą ładowarkę, ale jak długo będzie trwać to „jutro” tego nie wiem ;). Na szczęście udało się nam wydobyć dysk z komputera (co nie było takie oczywiste, gdyż jest to bardzo dziwny laptop – tablet) i zgrać zdjęcia na komputer męża. Dzięki temu mogę w końcu dzielić się z Wami kolejnymi wrażeniami i zdjęciami! O przeżyciach pisałam już w poprzednim poście. Dziś pokażę Wam głównie zdjęcia. Chcę dodać jeszcze parę słów o sposobie życia Portugalczyków i ich pięknej muzyce Fado. 

Podróż zakończona. Baterie osobiste (o których pisałam tutaj) w miarę naładowane. W miarę, bo słońca było dość mało i prawie codziennie padał deszcz. Z racji tego, że nie lubię takiej pogody moje wrażenia były nieco… hm spokojniejsze. Portugalia dalej jest dla mnie cudownym krajem, ale zdecydowanie bardziej podoba mi się Porto i mniejsze miejscowości :).  Mimo wszystko wyprawa przypomniała mi jak wiele cudów zdarza się na Ziemi i wcale nie trzeba ich daleko szukać! 😉 Poniżej znajdziecie duuuuużo zdjęć (a będzie jeszcze więcej!) i krótki opis moich przeżyć. Zobaczcie jakie cuda mnie spotkały!

Już za tydzień (24 stycznia) rozpoczniemy naszą kolejną zimową podróż. Tym razem w nieco powiększonym składzie – towarzyszyć nam będą moja ukochana siostra Paulina i odwieczna rodzinna przyjaciółka Ania. Kierunek Lizbona. Nasza ukochana Portugalia. Nie wiem dlaczego, ale ten kraj jest bardzo bliski naszemu sercu. Taki drugi dom. Choć Kuba chciałby, żeby był pierwszy. Ponieważ w mojej głowie teraz bardzo podróżniczo, chcę Wam opowiedzieć o naszym sposobie na podróże. Zapraszam na wycieczkę! 😉