Opowiem Wam historię, która zdarzyła się naprawdę. Będzie to historia miłosna, która mogła mieć dwa oblicza. Prawdziwa jest tylko jedna. Jednak podobnych historii jest więcej. Założę się, że kilka z nich dzieje się właśnie teraz. Co więcej! W Twoim życiu zdarzyło lub zdarzy się coś podobnego. Ciekawa/ciekawy? Zanim zaczniesz czytać odpowiedz sobie na jedno ważne pytanie: Kiedy ostani raz byłaś/byłeś na randce?

Historia wydarzyła się naprawdę 7.07.2017 roku. Występują: kobieta i mężczyzna.

Wersja I:
Nigdy nie zabierasz mnie na randki

Kobieta mówi do mężczyzny: „W Edisonie* organizują kino letnie. Widziałeś?”

Mężczyzna widział i odpowiada, że fajnie. Koniec rozmowy. Kobieta myśli: „Ciekawe, czy się domyśli, żeby mnie tam zabrać?” Teoretycznie historia mogłaby się w tym momencie skończyć. Istaniałaby dalej tylko w głowie kobiety. Myśli brzmiałyby mniej więcej tak: „Czemu on nigdy mnie nigdzie nie zabiera?! Tyle razy daję mu sygnały, a on co?! Zero romantyzmu!”. Ewentualnie kiedyś powiedziałaby to na głos rozpoczynając kłótnię.

Piątek, dzień w którym odbywa się Kino Letnie. Kobieta jednak postanowiła spróbować jeszcze raz powiedzieć nieco dosadniej. Brzmiało to tak: „Kochanie, dziś to kino letnie. Może byśmy się tam wybrali?”. Mężczyzna odpowiada, że chętnie, jak najbardziej. Pyta o której. 21.30. To spokojnie zdążymy. Kobieta myśli: „Znów musiałam wszystko zorganizować sama.”.

Jadą na kino letnie w dobrych nastrojach. Żadne z nich nie traktuje tego wyjazdu jako randki. Żadne z nich nie cieszy się tym do końca, bo kobieta jest lekko zdenerwowana, że „znów musiała wszystko sama”, a mężczyzna to odczuwa i nie wie dlaczego tak się dzieje. Ona mu nie powie teraz. Kiedyś tylko wypomni, że nigdzie jej nie zabiera, a o randkach może tylko pomarzyć. 

Na domiar złego gryzą ich komary, jest trochę zimno, ale całe szczęście mają koce. To nic, że mężczyzna pytał, czy wzięła coś ciepłego na siebie. Jedzą sernik, który był bardzo smaczny, ale drogi, piją wino (kobieta) i piwo bezalkoholowe (mężczyzna – kierowca). Oglądają piękny film „Hotel Marigold”, który już chyba kiedyś widzieli. Jest miło, ale szkoda, że to nie randka. Wracają do domu zmęczeni, gdyż zrobiło się późno.

Historia kończy się niby dobrze, ale oboje kładą się spać z pewnym niesmakiem, niedopowiedzeniem i przestają być sobie tak bliscy jak na początku związku. A to wszystko dlatego, że on nigdy nie zabiera jej na randki. 

*W Hotelu Edison (klik) odbyło się wesele Kobiety i Mężczyzny

Wersja II:
Ale fajnie! Znowu randka!

Kobieta mówi do mężczyzny: „W Edisonie organizują kino letnie. Widziałeś?” 

Mężczyzna widział i odpowiada, że fajnie. Koniec rozmowy. Kobieta myśli: „Ciekawe, czy uda się nam tam pojechać. W któryś piątek pewnie tak. Zobaczymy, w który.” 

Piątek, dzień w którym odbywa się Kino Letnie. Kobieta wraca do tematu: „Kochanie, dziś to kino letnie. Może uda się nam pojechać?”. Mężczyzna odpowiada, że chętnie, jak najbardziej. Pyta o której. 21.30. To spokojnie zdążymy. Kobieta myśli: „Ale super! Będzie miły, romantyczny wieczór!”.

Jadą na kino letnie w dobrych nastrojach. Żadne z nich nie nazywa głośno tego wyjazdu randką. W sercach i głowach jednak czują się wyjątkowo i romantycznie. Kobieta zakłada sukienkę, mężczyzna dba, by wzięła coś ciepłego na siebie. Rozmawiają, śmieją się. Jadą specjalnie trochę wcześniej, by napić się jeszcze wina (kobieta) i bezalkoholowego piwa (mężczyzna – kierowca). Są szczęśliwi.

Podczas seansu gryzą ich komary, ale zupełnie im to nie przeszkadza w cieszeniu się chwilą. Oglądają piękny film „Hotel Marigold” w restauracji Lumiere przy Hotelu Edison, w którym prawie rok temu (bez 23 dni) odbywało się ich wesele. Są podekscytowani tą chwilą i czerpią radość z każdej sekundy. Jedzą pyszny sernik, przytulają się i trzymają się za ręce przez cały wieczór. Są radośni i uśmiechnięci. Z daleka widać, że są parą i kochają się na zabój. Wracają do domu zmęczeni, gdyż zrobiło się późno, ale mają jeszcze siły, by porozmawiać o filmie, wspólnie zastanawiać się, czy już go widzieli, czy omyłkowo obejrzeli kiedyś drugą część. Żartują i śmieją się. W samochodzie słuchają ulubionych płyt i wspólnie śpiewają na głos.

Historia kończy się bardzo dobrze. Oboje kładą się spać w dobrych humorach i z uśmiechem na twarzy. Są szczęśliwi, że mają siebie. Są szczęśliwi, że znów byli na randce. Już nawet nie muszą jej głośno nazywać. Wystarczy, że czują to w sercu.

Prawdziwa historia to ta w wersji II.

A Ty, którą wersję wybierasz?


Jeśli tak jak ja uważasz, że nie ma co utrudniać sobie życia i lepiej cieszyć się z każdej chwili, a wszystko zależy od naszego nastawienia – nie zwlekaj, powiedz o tym światu i zarażaj tym podejściem innych! Udostępnij post na Facebooku! 

Skomentuj