Lato rozpieszcza nas owocami sezonowymi. Były truskawki (aż dwa przepisy: obiadowy i deserowy), przyszedł czas na pyszne leśne jagody! Takie prosto z ryneczku od pana, który zbierał je własnoręcznie (podejrzewam) tuż przed przyjściem na rynek. Jagody zawsze kojarzą mi się z moją babcią, która jest mistrzynią w robieniu jagodzianek i pierogów z jagodami. Same wspomnienia tych smaków są pyszne ;). Przyszedł czas, by nieco ten smak odtworzyć. Koleżanki zapowiedziały się na kawę na balkonie. Padł więc pomysł, że wstanę rano i upiekę jagodzianki. Co z tego wyszło? Co spotkało mnie po drodze? Już Ci opowiadam 🙂

Ciasto drożdżowe z samego rana

Gdy powiedziałam mężowi, że wstaję następnego dnia rano, czyli koło 8, by upiec jagodzianki, to lekko mnie wyśmiał. Niektórzy z Was wiedzą doskonale, że u mnie rano to bliżej 10, czy 11 niż 8 ;). Taka moja natura, najlepiej sypiam nad ranem. Dowiodłam już jednak tego, że czasem mi się udaje! Stało się tak i tym razem. Przeszczęśliwa, że wstałam tylko trochę później niż sobie założyłam zabrałam się do pracy. Najpierw przygotowywanie składników i układanie ich do zdjęcia, które za chwilę zobaczycie ;).

Pierwsze ups…

pojawiło się, gdy wsypywałam mąkę do szklanki. Starczyło tylko na jedną, a miały być dwie. Stwierdziłam, że nie idę do sklepu, bo szkoda czasu i w ogóle, jak to tak do sklepu? Zrobię połowę tego co założyłam. Pech chciał, że nie przemyślałam dobrze ilości mleka i masła. Zorientowałam się, gdy płyny wylądowały już w misce wraz z jajkiem, mąką i drożdżami. Ciasto kleiło się dużo za dużo i wiedziałam, że nie uda mi się wyrobić go na tyle, by odchodziło od dłoni. W szafce znalazłam kaszę mannę. Postanowiłam zaryzykować i dodać jej odrobinę. Bałam się, gdyż wiadomo jak to bywa z ciastem drożdżowym. Mogło wszystko się zepsuć i z jagodzianek byłyby nici.

Takie też myśli towarzyszyły mi, gdy próbowałam wyrobić ciasto z kaszą. Nie dało to za wiele… dalej się kleiło, a konsystencja stała nieco cięższa. Załamana odłożyłam ciasto w misce przykrytej ścierką na kuchenkę i włączyłam piekarnik, by lekko ogrzać miskę od spodu. Dałam mu (i sobie) jeszcze jedną szansę ;).

Minęło pół godziny i nie mogłam się powstrzymać, by nie zajrzeć do miski. Nie uwierzycie! Ciasto rosło! Normalnie w świecie rosło. Tak jak powinno. Byłam zachwycona. Schody pojawiły się dopiero, gdy po godzinie próbowałam je wyjąć z miski i położyć na blat. Niestety cały czas było bardzo klejące, więc jagodzianki- zawijanki, które planowałam zrobić musiały przeistoczyć się w jagodzianki – bułeczki. 

W sumie cieszę się, że tak wyszło, bo właśnie takie bułeczki robiła moja babcia. Co prawda moje za bardzo urosły w piekarniku i stały się bułkami kolosami, ale w smaku przypominały jagodzianki babci. Nauczona doświadczeniem wiem, że zbyt mało urobiłam ponownie ciasto, gdy zawijałam w nie jagody, dlatego jagodzianki po upieczeniu były mocno napowietrzone. Dzięki temu były bardzo lekkie i delikatne, więc nie do końca można nazwać to błędem :).

Przepis na jagodzianki

Przejdźmy do rzeczy! Czas na przepis. Podam Wam wersję nieco ulepszoną, czyli z uwzględnieniem przygód, ale ułożeniem ich w bezpiecznej kolejności. W składnikach znajdziecie kaszę mannę, którą oczywiście możecie zastąpić zwykłą mąką. Nie jest ona mocno wyczuwalna w jagodziankach, ale jeśli wiemy, że tam jest to ją poczujemy ;).

Czas przygotowywania i pieczenia: 30 min + 2 godziny oczekiwania + 15 min pieczenia

Składniki na 6 dużych jagodzianek:

1 szklanka mąki (około 130 g)
3-4 łyżki cukru trzcinowego
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
7 g suszonych drożdży
szczypta soli
2-3 łyżki kaszy manny
1 jajko (+ jedno do posmarowania)
100 ml mleka (około pół szklanki)
70 g masła (trochę więcej niż 1/4 kostki 200g)
I oczywiście jagody  – mniej więcej pół małego słoiczka, czyli około 200g

Mąkę, kaszę, cukier, sól i drożdże mieszamy w dużej misce. W rondelku lekko podgrzewamy mleko i masło, tak by masło się rozpuściło, ale temperatura płynów była letnie, nie gorąca. Dodajemy jedno jajko i wlewamy płyny do miski i całość mieszamy za pomocą łyżki. Następnie urabiamy ciasto dłonią (jeśli klei się za mocno możemy dalej mieszać łyżką). Konsystencja powinna być gładka, lekko lejąca, delikatna. Ciasto będzie kleić się do dłoni. Formujemy kulkę lub prawie kulkę na dnie miski i przykrywamy ściereczką. Oczekując na wyrośnięcie ciasta mieszamy jagody z łyżką cukru.

Miskę odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę – półtorej. Ja stawiam ją zawsze na kuchence i włączam piekarnik, który lekko ogrzewa ją od spodu. Po godzinie sprawdzamy, czy ciasto urosło. Powinno conajmniej podwoić objętość. Jeśli tak, to uderzamy w nie pięścią i lekko urabiamy. Jeśli nie podwoiło objętości- zostawiamy pod przykryciem jeszcze na pól godziny. Bierzemy małą część ciasta i lekko urabiamy w dłoni. Ciasto powinno delikatni lepić się do dłoni, ale odchodzić od niej. Rozpłaszczamy kuleczkę na dłoni i kładziemy na środek łyżkę jagód. Łączymy boki i zaklejamy, znowu tworząc kulkę. Odkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Gdy z całego ciasta zrobimy bułeczki napełnione jagodami, przykrywamy blachę ściereczką i zostawiamy na kolejną godzinę. Również powinny podwoić objętość.

Po godzinie smarujemy wierzch bułeczek roztrzepanym jajkiem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 180°C i pieczemy 15 min. Bułeczki można jeść póki są ciepłe lub zostawić na później :). 

Odrobina zdjęć:
Wsypujemy mąkę do dużej miski.

Dodajemy cukier, kaszę i drożdże.
Wbijamy jedno jajko i dolewamy podgrzane mleko i masło. Dokładnie mieszamy i urabiamy ciasto.
Łączymy jagody z cukrem.
Odstawiamy na godzinę w misce do podwojenia objętości. Tworzymy bułeczki z jagodami w środku, odkładamy na blachę i czekamy kolejną godzinę. 
Wierzch bułeczek smarujemy roztrzepanym jajkiem i pieczemy 15 min w nagrzanym na 180 stopni piekarniku.
Jagodzianki najlepiej smakują na ciepło w towarzystwie kawy…
oraz wina 😉

Chętnie zjesz jagodziankę? Podziel się przepisem z innymi i udostępnij post na Facebooku. Dzięki temu sam/sama go nie zgubisz :). 

Skomentuj