Dzisiaj post bardzo krótki, bo komu chce się pisać i czytać, gdy Słońce gra główną rolę na niebie? Nie przeczytacie tutaj żadnych mądrości, rad ani niczego, co by się Wam kiedykolwiek do czegoś przydało. Przeczytacie jedynie, dlaczego lubię Słońce. Jestem pewna, że Wasze odczucia są podobne :).

Wszystko zaczęło się niecałe 4 lata temu, gdy poznałam mojego męża. Uzależniłam się. Moim ulubionym zajęciem jest wyszukiwanie i wymyślanie różnorakich wycieczek i wyjazdów. Robi się to nieco problematyczne, bo jednak nasze fundusze są (nawet dość mocno) ograniczone a i czasu wolnego nie mamy w nadmiarze. Potrzebny mi odwyk. Najlepiej gdzieś w ciepłych krajach ;).

Długi weekend skończony. Odpoczęliście? Niezależnie od tego jakie mieliście plany i czym się zajmowaliście. Wolne dni są po to, by odpocząć i zrelaksować się. Nawet jeśli praca jest pasją, to od niej też potrzebny jest odpoczynek. Takie wyłączenie myślenia na chwilę. Uważam nawet, że podstawą pracy jest odpoczynek! 😉 Trochę żartobliwie, oczywiście, ale bez chwili relaksu nie będziemy pracować sukcesywnie. Zastanów się kiedy ostatni raz odpoczywałeś/odpoczywałaś? Może czas wyrobić sobie nawyk odpoczywania? 

Przez cały dzień chodziło za mną coś słodkiego, ale wyjątkowego (czekolada w kostkach nie wchodziła w grę). Coś co na pewno ma w sobie czekoladę. Już chciałam brać się za brownie, albo inne mocno czekoladowe ciasta, ale mąż rzekł „jestem na diecie i staram się nie myśleć o słodkim”. Więc jakże to tak miałabym zajadać się pysznym ociekającym czekoladą brownie patrząc mu prosto w oczy? Serce pękło mi na samą myśl. Wymyśliłam więc „figową moc”, czyli zdrowy deser mocno figowy. Ale nie tylko figowy. Co znajdziesz tam jeszcze? Nie martw się, z czekolady nie zrezygnowałam ;).

Zaczynam pisać właśnie post, który sama bardzo chciałabym przeczytać ;). Strasznie się cieszę, że mogę go stworzyć! I strasznie się boję, że nie będę potrafiła go tak „wygłaskać” jak bym chciała. Mimo wszystko mam nadzieję, że się Wam spodoba i przede wszystkim przyda! Jeśli lubicie kawę, ale nie wiecie jak zaparzyć dobrą kawę w domu, a do tego jeszcze nie macie ekspresu (ani kasy na dobry ekspres!) to ten post jest dla Was pomocą! Czytajcie, zapisujcie, udostępniajcie i korzystajcie! 🙂 Moją największą radością będzie świadomość, że przydał się on nie tylko mnie ;). 

Dzisiaj mam dla Was krótki post o kawiarni Sweet Surrender, w której odbyła się druga transmisja na żywo. Przyznaję bez bicia, że transmisja nie była udana. Jestem świadoma, że jest okropnie nudna (jedynie fragment, w którym pani opowiada i parzy kawę metodą pour over jest ciekawy) i długa. Nie dziwię się, że nie chcecie jej oglądać i podziwiam wszystkich, którzy obejrzeli ją od początku do końca. Ja to zrobiłam raz i udało się tylko dzięki temu, że w lodówce było wino ;). Na szczęście wyciągnęłam lekcje i uczę się na błędach. Mam nadzieję, że kolejne transmisje wyjdą dużo ciekawiej :). W dzisiejszym poście nie ma za dużo zdjęć i na żadnym nie widać czekolady ani kawy, ponieważ nie planowałam pisać tego posta. Znaczy to dla Was tyle, że musicie się tam wybrać i przekonać samodzielnie ;).

Kawa czy herbata? Często słyszycie takie pytanie? Może sami je sobie zadajecie? Te dwa napoje to najbardziej popularne trunki towarzyszące deserom i wszelakim spotkaniom i pogaduchom. Przyszły mi dziś takie myśli do głowy jak to jest ze mną. Kiedyś litrami piłam herbatę, dziś częściej wybieram kawę. Od czego to zależy? Porozważajcie razem ze mną.

Miałam w swoim życiu epizod z nauką języka włoskiego. Pięknego języka. Trwało to rok i dziś już niewiele pamiętam, ale mam zamiar sobie co nieco przypomnieć niebawem. Przez ten rok dowiedziałam się też trochę o włoskiej kuchni, którą uwielbiam. Zdecydowanie jest moją ulubioną. Podobnie zresztą jak Włosi zawsze po obiedzie mam ochotę na coś słodkiego i czasem wręcz bywa tak, że (mimo iż zjadłam bardzo dużo) nie czuję się jakby do końca najedzona bez zjedzenia chociażby jednej kosteczki czekolady. Taki już mój urok ;). Dziś prezentuję Wam przepis na Torta Pasqualina, którego nauczyłam się na jednej z lekcji podczas kursu w szkole Dante Alighieri.  

Lubicie desery z alkoholem? Ten będzie Waszym ulubionym! Nie lubicie ciast z procentami? Ten Wam zasmakuje! Przepis tworzyłam w lekkim stresie, gdyż w swoim życiu piekłam chyba tylko dwa serniki. A tu proszę! Kolejny już stworzyłam samodzielnie od początku do końca. Nie wiedziałam też jakiego smaku się spodziewać, bo nigdy takiego sernika nie jadłam. Jadł za to mąż. I to był kolejny powód do stresu! O jakim cieście mówimy?