Noc. Cisza. Góry. Staję na tarasie w wynajętym przez nas pensjonacie i widzę cud świata, a raczej pamiętam, że był tam cud świata zanim pojawiłam się tam po raz kolejny. Teraz już w pełni przygotowana i zaopatrzona w ciepły koc, odpowiednie trunki i chrupiące (bardzo niezdrowe) przekąski średnio pasujące do romantycznego klimatu, który mimo wszystko jakoś się obronił. Ciemna noc zasłoniła wszystko niepotrzebne. To wszystko nic, najlepsze dopiero przed nami!

Podobna chwila miała miejsce dokładnie rok temu. Parę dni po naszym ślubie. W nieco innych okolicznościach – kocyk był zdecydowanie zbędny, a ciszę zagłuszał nam ptak wydający dźwięk niczym R2-D2. Dzięki temu, że w tym roku również mogliśmy spędzić noc na tarasie było jeszcze bardziej magicznie – wspomnienia robią swoje.

Noc spadających gwiazd

Pewnie wszyscy o tym słyszeliście. Odkąd wzięliśmy ślub (czyli od roku :D) mamy szczęście akurat noc najintensywniejszych „opadów” spędzać na dworze i to na tarasie. Nie zasłaniają nam nieba żadne chmury i światła dużych miast. Cóż… od dawna wiedziałam, że jesteśmy szczęściarzami ;).

Czy można wyobrazić sobie piękniejszy wieczór podczas podróży poślubnej? Pusty wielki taras pod gołym (czystym!) niebiem, dwa wygodne leżaczki, hiszpański cydr (i chyba piwo w rękach męża ;)), egzotyczne owoce jako przekąski. Do tego wszystkiego niespełna dwutygodniowe obrączki na palcach. Nie pamiętam ile gwiazd spadło. Pamiętam, że byłam szczęśliwa.

Więcej kropel szczęścia niż spadających gwiazd

Jednak to w tym roku moje policzki musnęło więcej kropel szczęścia. Jednak to w tym roku odczuwałam większą wdzięczność. Jednak to w tym roku spełniło się większość moich podróżniczych marzeń. I chociaż dopiero nieco ponad połowa roku za nami – wydarzyło się bardzo wiele. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej… ;).

Widok z naszego pensjonatowego tarasu (Agroturystyka Chata na Przełęczy) za dnia.

Kuba przenosił krzesła i przygotowywał trunki, a ja stałam zawinięta w koc i chociaż chciałam patrzeć w tę nicość pełną cudów przed siebie, nie mogłam nic zobaczyć. Nie dlatego, że było ciemno. Świat zasłaniały mi krople szczęścia, które napłynęły niewiadomo kiedy. Same z siebie. Nigdy nie marzyłam o aż tak szczęśliwym życiu. A w głębi serca wiem, że najlepsze dopiero przed nami.

Bo przecież gwiazd spadło tyle, że któreś życzenie musi się spełnić…. 😉

A tak wyglądał nasz Cud Świata w Kotlinie Kłodzkiej:

A tak zajada się racuchy z jagodami w Jagodnej (klik do Schronisko PTTK Jagodna na face) na Spalonej <3

Podoba Ci się post? Udostępnij go na Facebooku. Pokaż światu, że najlepsze dopiero przed Tobą ;).
Każdym udostępnieniem i polubieniem tego post dajesz mi znak, że podoba Ci się to co robię. To dla mnie ważne :). Dziękuję. 

2 komentarze

    • Czekoladowe Słowa Odpowiedz

      🙂 Takie wspomnienia są najcenniejsze i na długo zostają w pamięci ;). Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj