Istnieje jedna odpowiedź na zadane w tytule pytanie „Jak zaplanować spontaniczny wyjazd?”. Nie planować! W końcu spontaniczność jest zaprzeczeniem planowania. Czyż nie? Niby tak ale, nie-do-końca. A dlaczego? Dowiesz się za chwilę.

Pomysł na ten post wziął się stąd, że sami niedawno „planowaliśmy” spontaniczny wyjazd. Planowaliśmy, czyli przez parę dni myśleliśmy „długi weekend przyjdzie, fajnie by było sobie gdzieś pojechać”. Połączyło się to jeszcze ze znaczącym faktem. Mianowicie mąż mój od paru dni cieszył się świeżo wydanym prawem jazdy (Dlaczego tak późno, to długa historia. Jak kiedyś będziecie mieli okazję z nim rozmawiać, to zapytajcie. Lubi ją opowiadać.). Trzeba było zatem skorzystać z okazji i wyruszyć gdzieś w trasę pożyczonym od rodziców samochodem.

Do rzeczy. Na czym polegało nasze planowanie?

Mniej więcej (ale mniej czy więcej nie wiem) zastanawialiśmy się nad kierunkiem i trochę odległością. Czy jedziemy aż do Chorwacji, czy zostajemy w Polsce :D. Tak na serio, to RACJONALNIE (bo nieracjonalnie przychodziły nam do głowy pomysły typu Chorwacja, czy Rumunia) myśleliśmy o Wrocławiu albo Świnoujściu, czyli po prostu północ czy południe. Morze odpadło, bo pogoda była… pod psem. A ja psów nie lubię (bardziej się ich boje niż nie lubię, ale nie wchodźmy w szczegóły). Gdzieś z tyłu głowy pojawiał nam się Kraków – moje odwieczne marzenie, o którym przeczytacie → tutaj ←. W każdym razie nie były to konkretne plany. Nie szukaliśmy i nie rezerwowaliśmy noclegu (o którym za chwilę!). Wiedzieliśmy, że decyzję dokąd nas koła zawiozą podejmiemy już w samochodzie w trasie. Tak też się stało.

Ale co z tymi noclegami?

Nocleg to była rzecz, którą planowaliśmy najbardziej i którą wypada zaplanować wcześniej, jeśli chce się nocować tak jak my. Czyli w samochodzie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy wydawać kasy na nocleg przez wszystkie trzy noce długiego weekendu ze względów rychłego bankructwa finansowego, które byłoby tego skutkiem. Nastawialiśmy się na góra jedną noc przespaną gdzieś, znaczy się w pomieszczeniu, budynku, pokoju z łazienką. Jednak tę decyzję również zostawiliśmy do podjęcia na ostatnią chwilę. Chcieliśmy zobaczyć, jak wygodnie śpi się w aucie i czy mamy dobrą, dużą stację benzynową z prysznicem.

No dobra, ale co trzeba zaplanować, żeby spać w samochodzie? Otóż, jeśli chcecie się chociaż trochę wyspać, trzeba to wcześniej dobrze przemyśleć.Mówiąc wcześniej mam na myśli parę godzin przed wyjazdem :D. Mam takie szczęście, że mam myślącego męża, który zawsze dba o takie sprawy i wszystko sprawdza wcześniej. Wykonał on małżeńskie łoże w bagażniku samochodowym składając tylne siedzenia i wykładając przestrzeń materacami z leżaków ogrodowych. Domyślam się, że Wy nie dysponujecie aż taką liczbą leżaków ogrodowych, by wykonać wygodne posłanie. My użyliśmy tych materacy aż 6. Dlatego trzeba to wcześniej zaplanować i przemyśleć! Znaleźć coś, co nada się do wyłożenia bagażnika, by było miękko i w miarę równo. Trzeba pamiętać też o kocach i poduszkach, bo nocą może być chłodno. Pamiętajcie też, by lekko uchylić okno i nie zostawiać włączonego silnika! Spanie w samochodzie nie należy do najbezpieczniejszych, dlatego TRZEBA to wcześniej przemyśleć. Nawet przy spontanicznych wyjazdach.

Co z tego wyszło?

Dojechaliśmy do Krakowa, o czym już przeczytaliście lub zaraz przeczytacie w poście o tej wyprawie. Po drodze mijaliśmy i zatrzymywaliśmy się przy różnych dużych stacjach benzynowych. Pod samym Krakowem jednak takiej nie znaleźliśmy. Zatrzymaliśmy się przy jednej, która była czynna całą dobę i obok stał jeden TIR, w którym (jak się domyślaliśmy) spał kierowca. Zaparkowaliśmy tuż obok niego, by nieco się ukryć. Rano już go nie było ;). Na stacji nie było prysznica. Umyliśmy, więc tylko zęby, spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Krakowa na śniadanie (w McDonladzie, bo uwielbiam tam śniadanie w podróży).

Brak stacji z prysznicem i nie do końca komfortowa noc pomogła podjąć nam decyzję, że czas znaleźć nocleg na dziś. Udało się dość szybko, tanio i bardzo komfortowo. Pisałam o tym, w tym poście, który linkowałam Wam już dwa razy, więc mam nadzieję, że do niego dotrzecie ;). Ale żeby Wam ułatwić i przyśpieszyć, przypomnę że były to Apartamenty Trzy Kafki w świetnej lokalizacji, tuż przy Rynku Głównym, rzut kamieniem od Wawelu i dwoma kamieniami od Kazimierza. Tam umyliśmy się całe dwa razy! Co wystarczyło nam do końca wyjazdu. Kolejną noc znów spędziliśmy w samochodzie, tym razem na Słowacji.

Podsumowując: nocleg w samochodzie, to świetna sprawa, pozwalająca sporo zaoszczędzić. Trzeba to wcześniej zaplanować, by móc korzystać w pełni z wyjazdu i nie chodzić jak zombi po nieprzespanej nocy. Dobry i w miarę tani nocleg da się znaleźć na ostatnią, więc nie trzeba tego wcześniej planować.

Co jeszcze trzeba zaplanować wcześniej?

W zasadzie nic. Trzeba wziąć jedynie pod uwagę możliwości finansowe, bo spontaniczne wyjazdy mają to do siebie, że kasa ucieka szybciej niż myślisz. Przynajmniej tak jest  w naszym wypadku. Ale w sumie nie tylko podczas spontanicznych wyjazdów.

W każdym razie trzeba wziąć pod uwagę wydatki takie jak paliwo, autostrady, jedzenie i ewentualny nocleg. Wszystko da się dostosować do aktualnych możliwości, więc nie ma się co tym aż tak stresować. Trzeba jednak wiedzieć, czy możemy wjeżdżać na autostradę, za którą zapłacimy przy jej wyjeździe – zatem w ramach planowania należy sprawdzić koszty wszystkich autostrad, którymi możemy jechać.

Nie do końca spontanicznie można podejść też do odległości, którą mamy pokonać ze względu na zawartość paliwa w baku. Czy będą po drodze stacje benzynowe? Czy mam kasę na to paliwo? Takie drobnostki, które oczywiście zawsze da się jakoś przejść i rozwiązać, ale warto mieć to na uwadze, jeszcze przed wyjazdem.

Jeśli chodzi o dom, który spontanicznie zostawiamy sam, warto spojrzeć co mamy w lodówce. Czy nie ma tam produktów, które mogą się przez te parę dni zepsuć, spleśnieć i przywitać nas nieprzyjemnym zapachem. Mięso, czy przygotowany wcześniej obiad można zamrozić. Będzie jak znalazł na dni biedy po powrocie ;).

Aha! Trzeba się też jakoś spakować :D. Jeżeli jedziemy samochodem, możemy zabrać dużo rzeczy. Najlepiej wziąć po prosto to, w czym jest nam wygodnie i w czym lubimy chodzić. Warto zadbać o dodatkową parę butów, w razie deszczu. Ale jak ich nie weźmiecie nic się nie stanie. Przykładem jestem ja, która kupiła sobie nowe trampki w jakiejś uroczej górskiej wsi. Wszystko się da! W razie czego można też chodzić boso.

Czy to wszystko jest konieczne?

Oczywiście, że nie! Jeśli tylko macie taką ochotę i nie chcecie się o nic martwić, przejmować i myśleć o konsekwencjach – jedźcie choćby zaraz bez żadnego przygotowania, całkowicie spontanicznie! To dopiero jest przygoda! Oczywiście pisząc o jakimkolwiek planowaniu, zastanawianiu i przygotowywaniu się do wyjazdu miałam na myśli parę godzin, góra parę dni przed samym wyjazdem. Inaczej spontaniczność traciłaby tu sens. Więc tak jak pisałam we wstępie

nic nie trzeba planować przed spontanicznym wyjazdem.

Ale można i czasami warto ;).


Nie ma na co czekać! Przygoda czai się na każdym kroku, więc zbieraj się i ruszaj w spontaniczną podróż! Pokaż światu jakie to łatwe i udostępnij post na Facebooku! 🙂

Skomentuj