Przyjaźń. Kiedyś bardzo bałam się tego słowa. Kiedyś było tuż po tym, gdy jako mała dziewczynka wszystkich chciałam nazywać swoimi przyjaciółmi. A już jako dorosła, lub prawie dorosła, osoba bałam się nazywać tak kogokolwiek. Uważałam, że to słowo, ta nazwa jest zarezerwowana tylko dla najbliższych, dla tych którzy znają moje sekrety, pomagają rozwiązać problemy i wspierają w trudnych chwilach. Był taki okres, że bardzo mi było przykro, że mam tak mało przyjaciół, bo były to dosłownie dwie bądź trzy osoby. 

Nigdy nie lubiłam jesieni. Zawsze uważałam, że jest to najbardziej ponura, smutna i kompletnie niepotrzebna pora roku. Tym razem jest inaczej. Coraz częściej doceniam jej urok. Oczywiście, gdy pada deszcz i słońce idzie na spacer zapominając oświetlić Ziemię najchętniej schowałabym się pod kocyk i obudziła wiosną razem z kwitnącym drzewami. Ale…

Noc. Cisza. Góry. Staję na tarasie w wynajętym przez nas pensjonacie i widzę cud świata, a raczej pamiętam, że był tam cud świata zanim pojawiłam się tam po raz kolejny. Teraz już w pełni przygotowana i zaopatrzona w ciepły koc, odpowiednie trunki i chrupiące (bardzo niezdrowe) przekąski średnio pasujące do romantycznego klimatu, który mimo wszystko jakoś się obronił. Ciemna noc zasłoniła wszystko niepotrzebne. To wszystko nic, najlepsze dopiero przed nami!

Jestem totalnie zakochana w podróżach. Nie można tego inaczej nazwać. Wszystko na świecie mówi, że nie możemy wyjechać na większe wakacje w tym roku. Wszystko jest przeciwne. Rozum wyraźnie mówi „nie”. Ale serce nie daje spokoju… Jest 2 w nocy, a ja siedzę przed komputerem i myślę jak wyleczyć się z tej miłości.

Najlepsze miejsca odkrywa się przypadkowo. Tak się zdarzyło podczas naszej ostatniej wizyty w Krakowie. W poszukiwaniu knajpki z dobrym jedzeniem i przyjemnym ogródkiem trafiliśmy właśnie tam… Miejsce magiczne, wciągające i zachwycające. Chcieliśmy spędzić tam cały dzień, ale droga powrotna wzywała. A parę kilometrów za Krakowem czai się kolejna niespodzianka! Ciekawi? Czytajcie do końca 🙂

Lubisz się na tyle, że możesz przebywać sam ze sobą? Czy raczej boisz się i unikasz samotności? Mam tu na myśli chwile, minuty, godziny i całe dnie czy tygodnie sam na sam, nie całe życie. Ludzka natura jest taka, że towarzystwo jest nam bardzo potrzebne, wręcz niezbędne. I to dobrze, że chcesz i lubisz spędzać czas z innymi. Co się dzieje jednak, gdy zostajesz sam? Zaglądasz w telefon? Przeglądasz internet? A może do kogoś dzwonisz, czy zabierasz się za lekturę książki? A kiedy masz czas dla siebie?

Lato rozpieszcza nas owocami sezonowymi. Były truskawki (aż dwa przepisy: obiadowy i deserowy), przyszedł czas na pyszne leśne jagody! Takie prosto z ryneczku od pana, który zbierał je własnoręcznie (podejrzewam) tuż przed przyjściem na rynek. Jagody zawsze kojarzą mi się z moją babcią, która jest mistrzynią w robieniu jagodzianek i pierogów z jagodami. Same wspomnienia tych smaków są pyszne ;). Przyszedł czas, by nieco ten smak odtworzyć. Koleżanki zapowiedziały się na kawę na balkonie. Padł więc pomysł, że wstanę rano i upiekę jagodzianki. Co z tego wyszło? Co spotkało mnie po drodze? Już Ci opowiadam 🙂

Opowiem Wam historię, która zdarzyła się naprawdę. Będzie to historia miłosna, która mogła mieć dwa oblicza. Prawdziwa jest tylko jedna. Jednak podobnych historii jest więcej. Założę się, że kilka z nich dzieje się właśnie teraz. Co więcej! W Twoim życiu zdarzyło lub zdarzy się coś podobnego. Ciekawa/ciekawy? Zanim zaczniesz czytać odpowiedz sobie na jedno ważne pytanie: Kiedy ostani raz byłaś/byłeś na randce?